Łódź / Signum Foundation Gallery
19 IX 2017 - 28 X 2017

BETHAN HUWS WORD VITRINES

Wystawy

Bethan Huws 1961 – Artystka interdyscyplinarna, tworzy rzeźby, instalacje, obiekty, neony, rysunki i interwencje przestrzenne oraz performance. Studiowała na Middlesex Polytechnic w Londynie (1981–1985) oraz na tamtejszym Royal College of Art (1986–1988). W latach 2007–2008 pracowała w Berlinie w ramach stypendium DAAD Artist-in-Residence. W 2003 roku reprezentowała Walię na jubileuszowym 50.Biennale Sztuki w Wenecji; w 2006 została laureatką europejskiej nagrody B.A.C.A. Award for Contemporary Art. W 2011 wzięła udział w projekcie Ingleby Gallery’s Billboard for Edinburgh w ramach którego m.in. w przestrzeni miasta zaprezentowała bilbord z prowokacyjnym dialogiem: – Where’s Duchamp? – In the library. Postać i twórczość Duchampa jeszcze wieloktornie pojawi się w realizacjach Huws. Artystka poddaje wnikliwej analizie założenia jego teorii sztuki, a także zapożycza i przekształca motywy pojawiające się w pracach twórcy.

 

Huws, odnosząc się do wspomnień, walijskiej tożsamości, a także praktyki dadaizmu, udowadnia, że percepcja i rozumienie opierają się na procesie tłumaczenia. W swojej pracy ma na celu uczynienie tego procesu widocznym. Kluczowe jest dla niej badanie języka jako środka komunikacji i sztuki. W jej realizacjach pojawiają się słowa i przedmioty. Mogą to być gotowe krzesło i łopata (Please Do Not Use, 2003), naturalna muszla wyglądająca niczym rzeźba (Le porte bouteilles, 2008 ), przeskalowana łyżka (Spoon, 2013) czy też ogromne orzechy niedbale rzucone na podłogę (Five Hazelnuts, 2013). Zestawiając pozornie do siebie niepasujące obiekty artystka zaprasza widzów do alternatywnej rzeczywistości, gdzie nie obowiązują znane im prawa i zasady, a głównym punktem odniesienia jest indywidualna percepcja.

 

Od roku 1998 Huws wykorzystuje przemysłowo produkowane witryny z komunikatami ułożonymi z ruchomych plastikowych liter, które zazwyczaj miały przekazywać informacje w miejscach użyteczności publicznej. Artystka dąży do maksymalnej unifikacji komunikatu; bawi się dwuznacznością słów i prowadzi grę pomiędzy ich znaczeniem a brzmieniem fonicznym. Huws tworzy syntetyczny przekaz dotyczący społecznego odbioru sztuki, jej celowości i krytycznej oceny (Untitled.Life is more important than art, 2012-2016, What’s the point of giving…?, 2006, ) zapożyczając ze sztuki René Magritta (Untitled. Ceci n’est pas un miroir, 2006 ) czy Marcela Duchampa (Piss Off I’m a Fountain, 2016).

 

W 2016 roku artystka zapoczątkowała serię prac wykonanych z neonów. Pierwsza powstała zagadkowa konstrukcja przypominająca pracę Suszarka do butelek Duchampa z 1914. Huws sięgnęła po znany w historii sztuki motyw, jednak technika wykonania i tytuły instalacji – L’Arbre (Drzewo), Forest (Las) – sugerują, że kolejny raz sztuka wymaga porzucenia znajomego kontekstu i zaproponowania alternatywnego sposobu patrzenia.

 

W 2017 artystka wzięła udział w wystawie Primary Structures – Meisterwerke der Minimal Art w Muzeum Sztuki Nowoczesnej we Frankfurcie nad Menem. Wybrane wystawy indywidualne: Bethan Huws (Barbara Gross Galerie, Monachium, 2017), Bethan Huws – If I Were A Frog, I´d Live In A Fountain (Galerie Tschudi, Zuoz, 2016), Reading Duchamp, Research Notes 2007–2014 (Kunstmuseum Bern, 2015), Capelgwyn (Whitechapel Gallery, Londyn, 2011). Mieszka i pracuje w Berlinie.

 

Prace artystki z cyklu „word vitrines” prezentowane są w Polsce po raz pierwszy.

Opracowanie noty Anna Szary

 

 

Biało na czarnym. O witrynach Bethan Huws 

Mało kto już dzisiaj świat ogląda, świat się dziś czyta. Tak też głosi językowa mądrość, która podsuwa nam metaforę czytania, ilekroć próbujemy coś pojąć czy ogarnąć. Obraz, mówimy, bywa nieczytelny. Odczytujemy czyjeś intencje, nawet jeśli nikt ich nie zapisywał. Wydawać by się mogło, że świat mówi, a raczej pisze do nas zdaniami, które czytamy, od lewej do prawej i z góry na dół, zestawiając przedmioty jak słowa.

Ale zjawisko to uzupełnia proces pozornie przeciwny: słowa bywają też materialnymi przedmiotami. Zaciera się różnica między literą a przedmiotem, między znakiem a rzeczą. Prace Bethan Huws z cyklu „Word Vitrines”, czyli „Witryny słów”, choć wykorzystują słowa, są przede wszystkim przedmiotami. Katalogi wymieniają materiały, z których te witryny zostały wykonane: aluminium, szkło, guma, plastikowe litery. Podają też liczbę wykonanych kopii i ich właściciela. Podają ich wymiary: 75x50x4,5 cm, albo 100x75x4,5 cm. A jaki wymiar miałyby słowa? W ilu kopiach istnieją? Z jakich materiałów są zrobione?

Zadaję te pytania, bo przecież witryny Huws to także słowa, układające się we frazy czy zdania. I nie są to słowa – pod względem estetycznym, politycznym czy filozoficznym – obojętne. Niektóre z nich czytamy jak poezję konkretną, na przykład witrynę, w której jedna z dwóch liter „o” wyskakuje ponad poziom, i ze słowa ‘GOOD’ (DOBRY) powstaje słowo ‘GOD’ (BÓG). Jak to czytać? Że BÓG jest niepełnym, bo pozbawionym jednej litery, DOBREM? Albo że w tym DOBRU, jakim jest BÓG, mamy zawsze jakiś brak? Czy zapis jednego słowa, ze wznoszącą się, a potem opadającą samogłoską, nie konotuje czasem utraty, upadku, bezsiły? A może, przeciwnie, to jedno „o”, które wyskoczyło ponad słowo, nadaje mu afirmacyjną, alleluja, tonację? Nie zapominajmy, że GOOD GOD to także frazeologizm, wykrzyknienie wolne już dziś od religijnego kontekstu. Czytamy i patrzymy, coraz bardziej pewni, że tego, przed czym stoimy, nie da się sprowadzić do jednego, uchwytnego sensu. Sensy bowiem nie są do odkrycia, a do tworzenia.

To nie jedyna witryna Huws, która przywodzi na myśl poezję konkretną. Mamy też tablicę ze słowami przywołującymi tytuł jednego z płócien Duchampa: „Nu descendant un escalier”, które to słowa należy jednak nie tyle czytać, ile oglądać, bo zapisane są tak, by przestrzenny układ liter miał znaczenie. Do czego odsyła nas ta witryna? Do siebie samej, czy do historii sztuki? Czy to rzeczywiście „akt schodzący po schodach”, czy może tylko „schodzące po schodach” plastikowe litery, układające się w optycznie opadającą frazę?

„Życie jest ważniejsze niż sztuka”, głosi autorytatywnie jedna z tablic. Jak poważnie powinniśmy traktować te i podobne słowa, skoro widzimy, że są to jedynie plastikowe formy przyczepione do czarnej powierzchni, trochę jak w dawnych barach mlecznych, do cna zdepersonalizowane, sformatowane, schematyczne do granic? Nie bez kozery Bethan Huws swoje litery umieszcza na obramowanej tablicy przypominającej obraz: to sygnał, że prace te są przede wszystkim obrazami, kompozycjami na płaskiej płaszczyźnie, zanim staną się, jak chciałem to udowodnić, wierszami czy aforyzmami.

W tytule tego cyklu Huws podsuwa jednak inny trop. Jeśli to witryny, a więc szklane gabloty, w których wystawia się przedmioty („vitrum” znaczy „szkło”), to każda z tablic jest swojego rodzaju szybą czy oknem. Przewrotnym, bo czarnym, za którym nic nie zobaczymy. Tytuł cyklu, sugerując przezroczystość, namawia, by iść głębiej, pod powierzchnię, ale to, co widzimy, czarna, nieprzezroczysta płaszczyzna, nam takie zejście do głębi uniemożliwia. Być może to jeden z powodów, dla których Huws „pisała” swoje witryny, wbrew powszechnej praktyce, biało na czarnym, biel bowiem kojarzy się z otwarciem, z możliwością wędrówki w głąb, czerń zaś działa jak bariera, nieprzenikalna powierzchnia.  

Nie od rzeczy będzie przywołać tu ponownie Duchampa. Tym razem jako autora pracy „Fresh Widow”. To duże, przeszklone drzwi, ale szkło jest tu czarne, wzrok nie przebije się na zewnątrz. Tytuł pracy, gra słowna Duchampa, pokazuje, że język działa nie inaczej: „Fresh widow” (świeża wdowa) to homonim „French window” (drzwi ogrodowe, dosł: francuskie okno). Język, podobnie jak obita skórą deska, z której wykonanych jest osiem „szybek”, nie pozwala wyjrzeć na zewnątrz, nie prowadzi wzroku na drugą stronę. Rozbijamy się nie tylko o drewnianą powierzchnię, ale też o materialność słów: „francuskie okno” nie otwiera się na ogród, ale na inne, spokrewnione brzmieniowo słowa.

Język nie jest witryną, nie jest przezroczysty. W jednej z prac Huws pisze o wyższości mowy nad pismem, ale tę wyższość ogłasza nie inaczej jak w piśmie, kompromitując tym samym sens własnego  komentarza. Jak na ironię, jest to tablica niemal cała pokryta literami. Język więc sam sobie przeczy. Między tym, co widzimy, a tym, co czytamy, kładzie się cień.

Przywołam tu jeszcze jednego artystę i jeszcze jedno okno: Magritte’a i jego „Interpretację snów”. W czterech kwadratach jego okna mamy obrazy i litery, przedmioty i słowa. Koń z podpisem „drzwi”, zegar z podpisem „wiatr”, dzbanek z podpisem „ptak”, walizka z podpisem „walizka”. I znowu, jak u Duchampa i Huws, szyby tego okna są czarne, nieprzezroczyste. Jesteśmy w świecie powierzchni, na której relacja między słowem a obrazem wydaje się nam na pierwszy rzut oka absurdalna, chyba że szukając związku, zaczniemy czytać podpisy metaforycznie: koń wiąże się z drzwiami, bo pozwala na ucieczkę w świat, zegar z wiatrem, bo czas mija jak wiatr, a dzbanek nazwany jest ptakiem ze względu na przypominający ptasi dziób jego lejek. Powiązaliśmy słowa z obrazami, ale było to możliwe, tylko dlatego, że słowo i obraz, o czym zapominamy, to znaki.

W pracy „Piss off I’m a fountain”, Huws przywołuje inne dzieło sztuki (znowu Duchamp), układa zdanie podwójnie zmetaforyzowane: dwa razy musimy przestawić zwrotnicę, kiedy je czytamy. „Piss off”, w znaczeniu przenośnym nie znaczy już „oddawać mocz”, ale „wynosić się”, z kolei „fontanna” to metafora, której użył Duchamp, podpisując swój pisuar. Słowa są elastyczne, wiążą się z innymi słowami, uwalniają się – także dzięki sztuce – od swoich przedmiotów.

Litery, z których zbudowane są słowa, plastykowe, drukowane czy pisane, można dowolnie układać na czarnej tablicy lub na papierze, tak by język i przedmiot, słowo i obraz, czytanie i patrzenie, współistniały w klinczu, pozwalającym nam tworzyć, jak w słownych witrynach Bethan Huws, zawsze nieskończenie nowe sensy.  

Jerzy Jarniewicz